Ktokolwiek jesteś bez ojczyzny, 

Wstąp tu, gdzie czekam po kryjomu:
W ugornej pustce jałowizny
Będziemy razem nie mieć domu.

Kto się zapatrzył w tamte strony,
Gdzie dotąd niebo nocą ciemną
Od łuny drży nieugaszonej,
Niech w noc tę głębiej idzie ze mną.

Komu się śnią włóczone kości
Przez psy na połach, gdzie rozpaczą
Brzozy odarte jeszcze płaczą,
Niech mi to wyzna w samotności.

Bo z mgieł jesiennych, przez ścierniska
W badylach, perzu, kłąbem pnączy
Szept jakiś z trudem się przeciska
I w samo serce, w krew się sączy.

Bo nie ma ziemi wybieranej,
Jest tylko ziemia przeznaczona,
Ze wszystkich bogactw - cztery ściany,
Z całego świata - tamta strona.


Zmęczona jestem wszystkim i nie chcę już niczego,

Twe oczy patrzą na mnie, miłują mnie i strzegą.

Twe oczy mi wystarczą i ciche twoje słowa,
Mój smutek w nich utonie, na wieki się pochowa.

Już nigdy nie drgnie odtąd, nie jęknie, nic nie powie,
Będziemy żyć ze sobą, szczęśliwi kochankowie.

Tylko gdy mi to weźmiesz, to wszystko bezpowrotne,
Serce mi bić przestanie, szczęśliwe i samotne.