Po mieście włóczę się pustym,

O, Boże, jakże to skończyć!
Jak zdobyć się na to, by odejść
I z tobą się rozłączyć.

Myślałem już nad tym tyle,
I jeszcze się męczę i myślę.
Księżyc się za mną obraca
Po szybach, po dachach, po Wiśle.

Balustrady mostu powleka
Zielono-złotym szronem,
Pytam cię, proszę i wołam
Mym sercem umęczonem.

I jestem spokojny, spokojny,
Z równowagi mnie nic nie wytrąca,
Przeliczam daty pamiętne
Każdego dnia i miesiąca.

Rocznice, daty, zdarzenia
Powtarzam, pomnażam i liczę,
I tylko mi serce z żalu
Jak pies. jak pies skowyczy.


Usta twoje się snują, usta twe się wodzą,

Jak dwa ptaki różowe, po mnie lekko chodzą.
Jak dwa światła natchnione, oczu dotykają,
Usta twe mnie zabrały, usta twe mnie mają.

Jak wyznania wstydliwe, jak szepty szalone,
Powtarzam w ustach twoje usta niezliczone,
Od uśmiechu w kącikach do smaku języka -
Usta twoje całują i świat cały znika.