Zielone okiennice w przydrożnych zajazdach,
Dom pod strażą szpalerów, obrosły ligustrem,
I noc niezrozumiała i świeca przy gwiazdach
I wielki cień, snujący się za mną nad lustrem.
Noc czekała tu lata, pod oknem uśpiona,
Cicho pluszcząc włosami koloru indygo,
I lustro spało nocą znajome, jak żona,
I świeca kwitła prostą, świetlistą łodygą.
I zeszliśmy się razem i razem czekamy
Kiedy przyjdziesz, nadlecisz śród szarf korowodu:
Bruk zadzwoni kopytem, zapukasz do bramy
Czarnej od wiatrów morskich i szorstkiej od jodu.
Wracaj miła, jedyna kochanko daleka,
Muzo cieniem rozsiana wysokim nade mną -
Noc się może przebudzić, ostatni raz czeka,
Wszystkie światła pogasi, aż krzykniesz: jak ciemno!
I sama nie rozeznasz się w nocnych tętentach
I nie poznasz mnie, obca, po latach rozłąki.
...Księżyc już chodzi słupem po starych okrętach
I czarne z masztów martwych wypłasza pająki.
Oglądam ciebie w lustrze białym
Ile minęło już lat
Czy słów nam starczy na spotkanie
Co łączy jeszcze nas
Jesteś spóźnionym deszczem
Ja trawą w słońcu jestem
Naszym oczom
Już odjęto zamyślenie
Naszym ustom
Już odjęte jest milczenie
Znowu jestem
Dym z papierosa w lustrze białym
I słowa twe - biały dym
Jak myśl uparta wracasz do mnie
Jak dobry czy zły sen
Jesteś spóźnionym deszczem
Ja trawą w słońcu jestem
Naszym oczom
Już odjęto zamyślenie
Naszym ustom
Już odjęte jest milczenie Znowu jestem
I znów mi mówisz moja złota
Złote wino śmieje się
I znowu wierzę w każde słowo
Jak w drzewo wierzy cień
Jesteś spóźnionym deszczem
Ja trawą w słońcu jestem
Naszym oczom
Już odjęto zamyślenie
Naszym ustom
Już odjęte jest milczenie
Znowu jestem
Nie, nie będę
w San Francisco,
to nie to miejsce i czas,
Schną na szybie ślady łez
pora już dograć ten akt,
kto z nas kiedyś patrząc wstecz
wspomni love story sprzed lat,
wspomni love story sprzed lat.
Papierowy księżyc z nieba spadł,
skończył się video film,
może to byt romans, może żart ?
dziś nie obchodzi mnie to,
dziś już nie martwię się tym.
Papierowy księżyc z nieba spadł,
umarł król, niech żyje król,
znów taksówką sama jadę w świat,
w którym nie liczy się nic
prócz paru szaleństw i bzdur.
Marzy mi się
Jokohama,
hotel z obłoków i szkła,
jak mam zmienić
fałsz i banał,
życia, co byle jak trwa
Schną na szybie ślady tez,
ktoś z nas wyjść musi na plus,
taki mały dramat, lecz
wszystko w nim jasne jest już,
wszystko w nim jasne jest już.
Papierowy księżyc z nieba spadł ...