Zmęczona jestem wszystkim i nie chcę już niczego,

Twe oczy patrzą na mnie, miłują mnie i strzegą.

Twe oczy mi wystarczą i ciche twoje słowa,
Mój smutek w nich utonie, na wieki się pochowa.

Już nigdy nie drgnie odtąd, nie jęknie, nic nie powie,
Będziemy żyć ze sobą, szczęśliwi kochankowie.

Tylko gdy mi to weźmiesz, to wszystko bezpowrotne,
Serce mi bić przestanie, szczęśliwe i samotne.


Po mieście włóczę się pustym,

O, Boże, jakże to skończyć!
Jak zdobyć się na to, by odejść
I z tobą się rozłączyć.

Myślałem już nad tym tyle,
I jeszcze się męczę i myślę.
Księżyc się za mną obraca
Po szybach, po dachach, po Wiśle.

Balustrady mostu powleka
Zielono-złotym szronem,
Pytam cię, proszę i wołam
Mym sercem umęczonem.

I jestem spokojny, spokojny,
Z równowagi mnie nic nie wytrąca,
Przeliczam daty pamiętne
Każdego dnia i miesiąca.

Rocznice, daty, zdarzenia
Powtarzam, pomnażam i liczę,
I tylko mi serce z żalu
Jak pies. jak pies skowyczy.