Nie z ikony idziesz do mnie w środku dnia
Nie z błękitu cię sprowadził ciepły wiatr
Jesteś ze mną
Tylko ze mną.
Jesteś ze mną.
Nie oszczędza twojej twarzy gorzki czas
I nie jawisz się wśród nocy w moich snach
Jesteś ze mną.
Tylko ze mną.
Jesteś ze mną.
I jest jak chciałam i jak chciałeś
Drzwi ci otwieram w dni powszednie
I w żółtym dzbanku parzę kawę,
A ty przynosisz polne kwiaty
W dni powszednie.
W dni powszednie.
W dni powszednie.
I nie wiemy, ile można sobie dać
Zapatrzenia, urzeczenia w każdy dzień,
Choć jesteśmy
Tylko z sobą.
Tylko z sobą.
I nie wiemy, ile można sobie wziąć
Z twoich dłoni, z moich dłoni w każdą noc,
Choć jesteśmy
Tylko z sobą.
Tylko z sobą.
I jest jak chciałam i jak chciałeś,
Drzwi ci otwieram w dni powszednie
I w żółtym dzbanku parzę kawę,
A ty przynosisz polne kwiaty
W dni powszednie.
W dni powszednie.
W dni powszednie.
Krajobraz łasi się jak pies -
To wieczór po nielekkim dniu,
Autobus stanął,
Możesz wysiąść, wejść,
Lecz Anna już nie mieszka tu,
Lecz Anna już nie mieszka tu.
Za rzekę, w cień starych drzew
Pobiegła kiedyś środkiem dnia -
Muzykę wzięła z sobą, jakiś wiersz,
Drobiazgów parę, parę zdjęć,
Sukienkę lekką tak jak mgła.
Czy teraz jej łatwiej żyć,
Czy nie tnie w twarz poranny chłód,
Pomiędzy nami, odkąd nie ma jej,
Zwykłego ciepła mniej i mniej,
I gorzki bywa nawet miód.
I gorzki bywa nawet miód.
Kochała kruche trawy źdźbło,
Wierzyła w dźwięk trącanych strun,
Nic więcej o niej
Ci nie powiem, bo-
Bo Anna już nie mieszka tu,
Bo Anna już nie mieszka tu.
Za rzekę, w cień starych drzew...
Zbieram się długo, od samego lata,
Zobaczyć ciebie w świętym Betlejemie,
Tylko że od nas trzeba przejść pół świata,
By w twą zamorską zawędrować ziemię.
Pokaż mi dzisiaj za naszym ogrodem,
Najbliższą drogę do twojej stajenki,
Za to opłatek przyniosę ci z miodem,
Stanę na palcach i podam do ręki.
Snop wezmę z sobą, przyda ci się słoma:
Niech Matka Boska w jakąś noc zadymną
Żłób nią wyścieli świętymi rękoma,
By ci nie było w twej kołysce zimno.
A gdy ci twardo będzie bez poduszek
I smutno - zapal na gwiazdach światełka,
Ja ci dam trochę mych suszonych gruszek
I zeszłoroczne opowiem jasełka.
Jak szli trzej króle z koroną na głowie,
Jakeśmy wtedy zabili Heroda,
I jak na skrzypkach grali pastuszkowie.
Tak ślicznie było. Tyś nie widział. Szkoda.
A potem razem z Betlejem pójdziemy
Do nas pomodlić się gdzieś na pasterce,
I tu usłyszysz, malusieńki, niemy,
Jak kolęduje tobie moje serce.