Jesteśmy coraz bliżej końca,
Nic nas nie jątrzy już, nie gniewa,
Tylko ta żałość przejmująca
Z serca do serca się przelewa.
Tak dobrze siebie rozumiemy,
Że już nam słów nie trzeba żadnych,
W tej umówionej zgodzie niemej
Wiem wszystko z oczu twych bezradnych
Wiem wszystko z pustki rozpaczliwej,
Która wysusza mnie i pali,
Z tej strasznej śmierci, którą żywy
Wlokę za sobą coraz dalej.
Jeśli nie zejdziesz na samo dno,
Jak odmierzysz wysokość góry
Z której spadałeś?
Jeśli nie ockniesz się sam na sam
Z ciemnością gdy ci oczy napełni,
Jak kiedykolwiek przejrzysz?
Jeśli nie zliczysz swoich klęsk,
Jak odróżnisz niemoc od pychy
I jak się dźwigniesz?
A jeśli dokopiesz się źródła sił
Nawet u dna i w głębi ciemności,
Jeśli odbijesz się stamtąd,
Powiedz kim jesteś,
Podaj mi rękę.
Czemu ja ciągle drżę o ciebie,
Czemu ja ciągle się boję,
Czemu po całej ziemi, po niebie,
Szukam cię, szczęście moje.
Przebiegam długą twoją drogę,
Którą mi w oczach wiatr rozmiata,
Szukam i zgłębić cię nie mogę
Z którego jesteś świata.
Kiedyż ogarnę cię, pochwycę,
Na wieki przy sobie zatrzymam,
Zgaś wszystkie gwiazdy i księżyce,
Świeć mi swoimi oczyma.
Niech nic nie widzę oprócz ciebie
Niech nie wiem nic, co robię,
Na całej ziemi i na niebie
Jest tylko jedna światłość: w tobie.