Jesteśmy coraz bliżej końca,
Nic nas nie jątrzy już, nie gniewa,
Tylko ta żałość przejmująca
Z serca do serca się przelewa.
Tak dobrze siebie rozumiemy,
Że już nam słów nie trzeba żadnych,
W tej umówionej zgodzie niemej
Wiem wszystko z oczu twych bezradnych
Wiem wszystko z pustki rozpaczliwej,
Która wysusza mnie i pali,
Z tej strasznej śmierci, którą żywy
Wlokę za sobą coraz dalej.
Zabiorę ciebie kiedyś właśnie tam,
samolot miękko zejdzie w dół
i miasto jak muzyczny supersam
zbudzi sześć śpiących strun.
Taksówka żółta tak jak China Town
ruszymy tłumiąc pożar serc,
w muzykę, która nie zna prawd i kłamstw,
ale jest, ciągle jest.
Nie wszyscy wielcy już przestali grać,
choć powiał wiatr pogodę dla bogaczy,
złe czarne fortepiany nie chcą spać,
żyje w nich stary blues.
Na Tin Pan Alley w sklepach dobre dni,
ulicznym grajkom znów się tutaj płaci,
głośniki dudnię przez otwarte drzwi,
szybciej im bije puls.
W witrynach nuty z pięćdziesiątych lat,
okładki lekko zdartych płyt,
muzyka, które zawsze kochał świat,
dobrych firm
znany szyld.
Co z tego weźmiesz, to już twoja rzecz,
taksówka wróci z piskiem kół
i znów lotnisko, lot 55,
jeszcze raz
patrzysz w dół.
Nie wszyscy wielcy już przestali grać..
Na wyspie tej, najdalszej wśród wysp
Są złote plaże ścian i latarnie świec
Płyną tu wędrujące okręty snów
Z tak dalekich mórz - tu znajdę ciszę
Niebo bez chmur i brzegi łagodne.
Na wyspie tej, najdalszej wśród wysp
Na skrzypcach cicho gra zakochany świerszcz.
Tylko tu jest najłatwiej odnaleźć się
I w dotyku rąk przychodzi miłość,
Najczulszy gest i słowa najtkliwsze.
Do wyspy tej, najdalszej wśród wysp
Dopłynąć możesz dziś i otworzyć drzwi.
Płyną tu wędrujące okręty snów
Z tak dalekich mórz - tu znajdą ciszę
Niebo bez chmur i brzegi łagodne